Konsulat Praettigau: eksterytorialny i neurotyczny

Konsulat Prattigau Praga restauracja Warszawa Wojciech Molski

Wojciech Molski do gastronomii trafił przypadkiem i nie wie dlaczego tak pokochał tę trudną branżę. Dziś ma swoją restaurację z obszernym programem „wartości dodanych”, takich jak akcje artystyczne oraz ambicje zmieniania świata. Niekoniecznie na lepsze – może po prostu na ciekawsze.

konsulat

Skąd nagle na Pradze w Warszawie konsulat szwajcarskiej doliny-kurortu?

Ta historia zaczyna się jakieś dwanaście lat temu, kiedy mój przyjaciel, znany szwajcarski akcjonista Rudolf Steiner, przyczepił zającowi z doliny Praettigau nadajnik do brzucha. Odbiornik zaś umieścił na wieży ratuszowej w miasteczku. Kiedy zając kopulował, w mieście biły dzwony, a jego mieszkańcy klaskali. Po miesiącu królika zjadł lis i ta historia się skończyła, ale Rudolf został jeszcze w Pretigalii robił tam inne akcje. Jakiś czas potem, nie ukrywam – pijąc wódkę z artystami z jego kręgu, gdzieś o drugiej czy trzeciej w nocy, wpadłem na pomysł: a co by było, gdybyśmy otworzyli konsulat Praettigau na Pradze? Rudolf zgodził się zostać konsulem.

konsulat7

Osiem lat temu zamieszkałem na Nieporęckiej. Prezes tutejszej spółki deweloperskiej Nieporęcka Gildas Boursin któregoś wieczora zapukał do mnie z flaszką Brandy i mówi: masz swój konsulat. Jego spółka kupiła działkę pod budowę plomby – budynku, w którym się znajdujemy. Zaczęliśmy projektować knajpę: na dole jest tzw. kuchnia brudna, magazyny i tak dalej, na parterze sala jadalna i otwarta kuchnia, na piętrze sala eventowa. Tak powstał Konsulat Praettigau, z błogosławieństwem Ambasady Szwajcarii.

Ogłosiliście eksterytorialność. Nie było skandalu?

Skandal dopiero będzie, bo chcemy wypowiedzieć wojnę Księstwu Lichtenstein. I od razu się poddać i złożyć hołd lenny, bo to przecież księstwo. Zbieramy podpisy pod secesją Pragi i niedługo będziemy eksterytorialni, jeśli nie jako Praga, to przynajmniej Księstwo Nieporęcko-Tarchomińskie.

Czy do tego wszystkiego potrzebna była restauracja?

Przecież my lubimy pić… przepraszam – jeść. Jasne, że była potrzebna!

konsulat6

Jak się ma do tego kuchnia Konsulatu?

Kuchnia jest międzynarodowa, ale będzie tydzień pretigalski. Przyjedzie muzyk, który jest kucharzem, w restauracji będzie chyba dziesięć dni i oprócz koncertów będzie przygotowywał i serwował dania kuchni pretigalskiej.

A jaka to jest kuchnia?

Szwajcarska. Sery, fondue, ryby słodkowodne, szczególnie troć – na wiele sposobów, i marynowana, i pieczona, i wędzona.

konsulat2

Coś mi się wydaje, że gastronomia nie jest pana pierwszym zawodem.

Z zawodu jestem reżyserem po łódzkiej szkole, przy czym zaraz po studiach wyjechałem do Niemiec. Wyjechałem na tydzień, nie było mnie osiem lat. Później wróciłem, robiłem filmy, pracowałem dla telewizji.

Któregoś razu jedna z nich odrzuciła moją propozycję scenariusza serialu kryminalnego. Zostałem bez środków do życia, więc poszedłem do Kucharzy do Europejskiego, do mojego przyjaciela Adama Gesslera, z którym tu niedaleko do liceum chodziliśmy, a później studiowaliśmy razem. Mówię, że potrzebuję pracy. Ten spojrzał na mnie jak na idiotę:

– Jak to, zaświadczenia że pracujesz?

– Nie, po prostu pracy, żeby opłacić mieszkanie. Dopóki czegoś nie zarobię. Następnego dnia zacząłem pracować. To miało być dwa miesiące, ale nie chciał mnie puścić. Przez następne lata pracowałem z oboma braćmi Gesslerami. Do tej pory żyjemy w przyjaźni, wpadają do mnie, a ja do nich.

konsulat3

Później sam się zastanawiałem, co mnie tam zatrzymało. Zacząłem pisać powieść o tym, bo chciałem sam sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zasuwam tam sześć dni w tygodniu po szesnaście godzin. Jeszcze potrwa zanim skończę. Na razie nie ma czasu.

O której otwieracie?

O dwunastej. A jeszcze trzeba zakupy zrobić, codziennie co innego jest na lunch, bo robimy od podstaw świeże jedzenie, w zależności od tego, co się kupi dobrego.

Te zakupy robi szef kuchni?

Tak. W tej chwili jesteśmy – eksperymentalnie – tylko we dwóch. Niedługo trzeba będzie zorganizować kelnera i kucharza. Teraz wszystko na mojej głowie: papierki, rozliczenia sprzątanie…

konsulat4

Wasi goście są stąd?

Nie tylko, przyjeżdżają.

Także „z Warszawy”?

Tak, z zagranicy. Bo ja jestem w czwartym pokoleniu prażaninem i przejazd za Wisłę uważam za wyjazd za granicę. A Konsulat nawet wydaje paszporty!

Komu?

Każdemu, kto złoży wniosek. Oczywiście wtedy korzysta też z dziesięcioprocentowego rabatu w restauracji. Ale wiąże się to także z innymi działaniami. Pod koniec marca przyjeżdża z Austrii wspomniany Rudolf Steiner, jego uczniowie ze szkoły fotograficznej będą mieli za zadanie wałęsać się po Pradze i fotografować, zrobimy im wernisaż. Zresztą tak mamy w zwyczaju, że gościmy tu artystów,  nocują na górze, dostają jeść.

Czyli w przestrzeni na piętrze prowadzicie też własne działania artystyczne?

Oczywiście, i nie tylko tam: cały mur naprzeciwko restauracji jest naszą galerią. Tu, na ścianie, wisi obraz Sama Kellera, to też bardzo znany artysta. Ta okolica Pragi jest bardzo artystyczna, większość moich znajomych stąd to przyjezdni, ale klimat załapali od razu. Pracownia artystyczna jest też po sąsiedzku z moim mieszkaniem, 30 metrów stąd.

konsulat9

Blisko ma pan do pracy.

Ale od jesieni będę z domu do pracy i z powrotem jeździł samochodem. Zieloną wołgą, rocznik 1956. Ulica Nieporęcka ma 97,5 metra. Uparłem się, że to będzie najbardziej neurotyczna ulica w Warszawie.

I w czym się ma ta neuroza przejawiać?

Na przykład w kolorze lawendowym. Wszędzie. Tak jak serwetki są lawendowe?

Czy lawendowy jest jakimś szczególnie neurotycznym kolorem?

Jeżeli się go jarzeniowo podświetli… Czekamy na przydział prądu od wykonawcy Konesera i oświetlimy mur, właśnie na lawendowo. Tak że to wszystko będzie widoczne mimo budowy.

konsulat5

Filip Springer powiedział, że to, czego nie lubi w Warszawie, to jak ona małpuje inne miasta. To co tutaj słyszę to nie jest robienie Berlina?

Tu? Na Pradze? Nie! Z tym światłem chodzi o wyeksponowanie wszystkich prac na murze, dopóki jeszcze istnieje. Potem się otworzą frontony kamienic. Tu gdzie jest wyrwa w murze, będzie wjazd do Muzeum Wódki, bliżej Białostockiej jest druga wyrwa do campusa Google. Oni otwierają muzeum wódki, my muzeum bimbrownictwa. Na murze zawiesiliśmy telefon, jedyny na świecie, z którego można za darmo dzwonić na wszystkie linie na całym świecie, komórki i stacjonarne.

konsulat telefon

Kto za to płaci?

My. Nie jest tragicznie, podpisaliśmy sprytną umowę, rachunek wychodzi około stówy.

Skąd ten pomysł?

Zasadą działania konsulatu jest robić to, czego jeszcze nie było. Nigdzie nie było darmowej budki z wyjątkiem telefonów alarmowych. To teraz jest.

To nie odpowiada na pytanie, skąd taki pomysł.

No, to są ciężkie noce (chichot). Przy dużej ilości wina. Ale coś trzeba robić. Ulica, na której wszyscy wychodzą z psami, a nikt nie sprząta. A ja się uparłem na ekskluzywną knajpę i dobrze postawiłem.