Lokalnie i przytulnie, ale nie bez problemów. Sąsiedzi na Bemowie o swoich początkach, inspiracjach i przeszkodach w rozwoju biznesu

Katarzyna Wierzbowska kawiarnia kawiarnia lokalna lokalnie Sąsiedzi

Od wielu lat na Zachodzie obserwuje się rosnące zainteresowanie kawiarniami lokalnymi, ulokowanymi na małych osiedlach, gdzie sąsiedzi spotykają się na kawie czy przy lampce wina. Tak jest w uroczych angielskich miasteczkach, hipsterskim Berlinie, romantycznej Francji czy w wyjątkowo kawolubnej Skandynawii. W Polsce, po okresie zachwytu nad kawiarniami sieciowymi, powoli paradowanie z wielkim papierowym kubkiem z krzykliwym logo sieciówki przestaje być modne. Kawiarnie i małe restauracje coraz częściej powstają poza centrum miast,  na obrzeżach, przyczyniając się tym samym do zacieśniania więzi między sąsiadami. Nic tak przecież nie łączy jak wieczór w miłym miejscu przy lampce wina, czy radosny poranek spędzony z sąsiadką na urlopie macierzyńskim w kawiarni z kącikiem dla dzieci. Jednym z takich miejsc jest kawiarnia Sąsiedzi na warszawskim Bemowie. Spotkaliśmy się z jego właścicielką Katarzyną Wierzbowską, aby porozmawiać o jej pomyśle na biznes.

IMG_3150

Kiedy powstała kawiarnia i skąd wziął się jej zamysł?

W Warszawie mieszkam od 2007 r., na Bemowie od 2 lat. W tym czasie urodziłam dwójkę dzieci i zauważyłam, że każde wyjście z nimi na miasto wiązało się z wielką wyprawą, jazdą autobusem na Wolę albo do Śródmieścia. W okolicy nie było żadnego miejsca w równym stopniu przyjaznego dorosłym, co i dzieciom. Zaczęłam nieśmiało myśleć, by taką kawiarnię otworzyć w najbliższej okolicy. Mam dziesięcioletnie doświadczenie w pracy w gastronomii, to było więc dla mnie naturalne, by zająć się tym biznesem, z tym że bardziej skłaniałam się ku otwarciu drink baru na Żoliborzu. Zaważył przypadek. Szkoła językowa, do której uczęszczała moja córka, zamknęła się i lokal w którym się właśnie znajdujemy, został wystawiony na wynajem. Mieszkam tuż obok, to uroczy zakątek, blisko Lasku Bielańskiego, nie myślałam zbyt długo – zdecydowałam się na wynajem. To był marzec 2016 roku. Kawiarnia działalność rozpoczęła w lipcu, przez te kilka miesięcy trwały tu rozmowy ze wspólnotą, generalny remont i adaptacja na cele gastronomiczne.

IMG_3126

Czy ktoś Panią wspierał na etapie otwierania lokalu? Współpracowała Pani z technologiem, architektem?

W tamtym czasie w otwarcie zaangażowane byłyśmy razem ze wspólniczką (później nasze drogi rozeszły się). Korzystałam z własnych doświadczeń z pracy w gastronomii, więc pomoc technologa nie była konieczna. Pomagał nam tylko architekt wnętrz, bo zmiany były gruntowne. Z nim też ustalałyśmy kwestie wymagane przez Sanepid, bo mamy tu też kuchnię (na antresoli).

IMG_3152

Co sprawiło największą trudność podczas otwierania Sąsiadów?

Na pewno nie był to Sanepid, urzędnicy byli bardzo pomocni i życzliwi – wiele rzeczy udało mi się załatwić telefonicznie i mailowo. Z przykrością muszę stwierdzić, że dużo kłopotów spotkało nas ze strony wspólnoty – mieszkańcy bloku byli przeciwni otwarciu gastronomii. Pobliski las, to z jednej strony idealne miejsce na rodzinne spacery, z drugiej strony okazja dla niektórych do wypicia taniego piwa. Mieszkańcy są już tym zmęczeni i każdą inicjatywę związaną z alkoholem, każdą gastronomię, odbierają bardzo negatywnie i kojarzą z podpitymi grupkami w lesie. Tymczasem my jesteśmy małą, lokalną kawiarenką, nastawioną na rodziny i grupy przyjaciół. Alkohol, o który często goście pytają, byłby z wyższej półki – piwa rzemieślnicze, dobre wino, tym samym nie byłby tani, wręcz przeciwnie. No ale mieszkańcy byli już uprzedzeni, oprotestowali sprzedaż alkoholu. Nadal próbuję z nimi rozmawiać, ale nie wygląda to obiecująco.

IMG_3123

Kim są Wasi klienci?

To głównie sąsiedzi, w dużej mierze rodzice z dziećmi. Staramy się przebić też w świadomości starszych osób, zamieszkujących najbliższe bloki, ale są dość nieufni. Przez to, że nie było tu wcześniej takiej kawiarni, to nie wiedzą, że można u nas miło spędzić czas za niewielkie pieniądze. Nie trzeba przecież zamawiać od razu obiadu, można wpaść z koleżankami na plotki przy herbacie. Powoli przekonujemy do siebie studentów pobliskiego WAT-u, ale z tego co mówią wynika, że mają krótkie przerwy od zajęć i bardzo dużo materiałów, nie zawsze mogą pozwolić sobie na taki wypad. Zgłaszają też, że z chęcią przychodziliby do nas wieczorem na piwo, ale tego niestety na chwilę obecną nie jesteśmy w stanie przeskoczyć

IMG_3143

Jakie są plany Sąsiadów na przyszłość?

Liczę na to, że w końcu uda nam się przekonać do siebie sąsiadów z bloku i przestaną utrudniać nam funkcjonowanie i rozwój. Mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach dowie się o nas coraz więcej osób, bo jednak lokalizacja nie jest naszą najmocniejszą stroną, bo nie widać nas ulicy. Z drugiej strony na tyłach mamy piękny las, więc na prawdę warto wpaść do nas w drodze na spacer. Coraz częściej organizujemy jakieś warsztaty, spotkania, kolacje sąsiadów – to wszystko by zintegrować społeczność lokalną. Wierzę w to, że jak damy się poznać, to ludzie będą do nas wracać, bo stawiamy na jakość i przyjemną atmosferę – potwierdzają to nasi stali klienci.

IMG_3153

Co by Pani doradziła osobie, która chce otworzyć podobny lokal?

Przede wszystkim – żeby się nie poddawała. Jest wiele różnych, nieprzewidywalnych trudności, które mogą pojawić się po drodze. Konieczny jest dobry pomysł i zaangażowanie, ale też dużo pieniędzy. Samymi marzeniami człowiek nie przetrwa, a trzeba się liczyć, że na rozruch i dotarcie do klientów, potrzeba od pół roku do dwóch lat. Potrzebna jest taka poduszka finansowa, która zapewni nam bezpieczne funkcjonowanie w tym czasie.