„Mieliśmy to szczęście, że było nas dwóch”. Przepis na sukces Warburgera.

Adam Zakrzewski Bartek Pirkiel burgery fast food historie inspiracje miejsca street food Warburger Warszawa wywiady

Niewielka knajpka – w zasadzie budka – z burgerami na warszawskim Mokotowie. Jedno z pierwszych miejsc, w którym mieszkańcy stolicy mogli dostać tzw. burgery w wersji gourmet. Prowadzi je dwóch wspólników: Bartek Pirkiel i Adam Zakrzewski. Pierwszy odpowiada głównie za koncepcję menu, drugi – za marketing, PR i kwestie graficzne. Tworząc biznes mają spójną wizję i konsekwentnie ją realizują, co zresztą potwierdziło się podczas otwierania kolejnych miejsc: kawiarni Fabryczna na Powiślu oraz „większego brata” burgerowni, czyli Warburgera na Talerzu, który od tego roku działa na Woli. O początkach i nowych wyzwaniach opowiada Bartek Pirkiel.

A&B

Jak długo istniejecie na rynku?

To już cztery lata.

Co okazało się największą przeszkodą przy starcie z Warburgerem?

Zdecydowanie znalezienie odpowiedniego lokalu i załatwienie zgody na prowadzenie gastronomii.

2015_09_19_WARBURGER_2

Czy ogarnięcie spraw biurokratycznych było trudnym zadaniem?

Zdecydowanie znalezienie odpowiedniego lokalu i załatwienie zgody na prowadzenie gastronomii.

Jak podeszliście do biznesplanu?

Zakładaliśmy, że rozruch będzie trwał znacznie dłużej. Ze względu na brak funduszy, inwestycja nie mogła być duża. Jednocześnie, od początku jakość produktów była dla nas kluczowa, sami zajmowaliśmy się więc wypiekiem bułek, mieleniem mięsa i przygotowywaniem sosów. Kilka razy w tygodniu jeździliśmy po świeże warzywa.

2015_09_19_WARBURGER_4

Co was zaskoczyło przy otwarciu?

Sądziliśmy, że dziennie będziemy mieć 30-40 gości, a w weekendy maksymalnie 60. I może po trzech miesiącach kogoś zatrudnimy. Zostaliśmy miło zaskoczeni przez naszych gości, którzy tłumnie pojawiali się na Mokotowie. Jak się okazało pierwszego pracownika musieliśmy zatrudnić już po miesiącu.

Czego unikać, otwierając miejsce takie jak wasze?

Od strony biznesowej – przeinwestowania. Jeśli chodzi o pomysł – nie otwierajcie miejsca, które będzie jak 100 innych.

Jak budowaliście zespół?

Tworząc nowe miejsce trzeba w nim być – jeżeli to możliwe – nieustannie. My mieliśmy to szczęście, że jest było dwóch, pomagała też rodzina. Spędziliśmy wiele czasu z nowymi członkami ekipy i wielokrotnie przekazywaliśmy naszą wizję. Po pewnym czasie pracownicy byli lepsi od nas. Dziś nazywam ich „pistoletami” – szacunek za ciężką pracę, jaką wykonują.

2015_09_19_WARBURGER_1

W czym upatrujecie wasz sukces?

Złożyło się na niego wiele rzeczy: ciężka praca, szczęście, dwa odmienne charaktery, wspólna wizja, jakość składników. Rodzina, która nas wspierała, goście, u których widziałem uśmiech po pierwszym kęsie oraz ich opinie.

Dlaczego zdecydowaliście się otworzyć kolejne miejsce?

To było po prostu nasze marzenie. Warburger na Talerzu jest kontynuacją biznesu na Mokotowie. Dzięki niemu możemy pokazać, że Warburger to nie tylko świetne burgery, ale także dobre steki, podroby, no i jeszcze koktajle, bo mamy też bar. Poza tym, w naszej kuchni staramy się wykorzystywać wszystkie części wołowiny, całe zwierzę – to dla nas bardzo ważne i śmiało to komunikujemy, bo to część filozofii tego miejsca.