Miłość od pierwszego wejrzenia? Tylko w twojej restauracji!

bar randka restauracja Walentynki

Walentynki to ważna data w życiu wszystkich… restauratorów. Klienci budzą się z poświątecznego letargu już nieco wcześniej, ale to właśnie 14 lutego jest datą graniczną z prawdziwego zdarzenia. Restauratorzy na ten dzień odwołują promocje (oj, nieładnie!), bo i tak wszystkie stoliki będą zajęte. A zatem wszystkie ręce na pokład! Tylko jak wyglądają restauracyjne randki zakochanych w czasach pokolenia Y?

 

Tinder jest jak Zomato
Dowcip z dzisiejszymi czasami polega na tym, że wszystkiego jest więcej, żeby nie rzec, że za dużo. Największy serwis społecznościowy – ten niebieski – zawiera codzienne aktualizacje od ponad 1,1 miliarda ludzi! Powiedzieć, że to dużo informacji, to daleko idąca powściągliwość. Inne aplikacje mobline odpowiadają za wzrost liczby zamawianych posiłków w restauracjach, przejazdów „taksówkami”, noclegów na prywatnych kanapach, a także wzrost liczby… pierwszych randek. I dziś, kiedy naszymi obyczajami godowymi rządzą aplikacje randkowe Tinder i spółka, prawie zawsze są to randki w ciemno. A te są dla restauratorów wieeelkim wyzwaniem.

tablet-1075790_1280Codziennie kilkadziesiąt milionów użytkowników dowiaduje się z Tindera i jemu podobnych aplikacji, że osoba, z którą chętnie by się umówili, odwzajemnia tę chęć. Jeśli zaledwie jeden procent z tego zmieni się w prawdziwe „spotkajmy się w realu”, oznacza to setki tysięcy randek w ciemno dziennie – randek między osobami, które wcześniej nie widziały się na żywo. A takie, jak wiadomo, zachowują się ostrożnie, a jednocześnie rozrzutnie.
Ostrożnie, bo umawiają się w miejscach publicznych. Bo kiedy już zajmą stolik w restauracji, najczęściej czekają przy szklance wody na swoją drugą połówkę. Bo unikają nadmiernego picia i nadmiernego jedzenia – żeby randka wypaliła, ale żeby nie zrobić nic głupiego. Dlatego wreszcie, że z restauracji łatwo uciec przed randką, jeśli sam wygląd wybrańca/wybranki w realu nie odpowiada oczekiwaniom delikwenta – po prostu można nie podejść do stolika.

Tak, jednym z największych problemów dzisiejszych randek jest to, że często w ogóle do nich nie dochodzi, i to jest właśnie rozrzutność: po co inwestować czas w randkę, w której cokolwiek nie pasuje, skoro w ciągu miesiąca możemy takich mieć dwadzieścia? Cierpią na tym restauratorzy, którym tinderowe randki blokują rotację stolików osobami „czekającymi na kogoś”, z czerwoną różą znakiem rozpoznawczym i butelką wody „na tymczasem”. W części przypadków skończy się na rachunku za wodę. W pozostałych, jeśli randka jednak dojdzie do skutku, oznaczać to będzie skromny posiłek (żeby nie skończyło się nieprzyjemnościami żołądkowymi, które mogą zaburzyć dalszy przebieg randki) i ograniczoną konsumpcją alkoholu (żeby nie zrobić nic głupiego, cokolwiek to znaczy w wypadku randki z Tindera). Tak czy inaczej – niewielką stopę zwrotu z nieruchomości, jaką jest miejsce przy restauracyjnym stoliku.

 

W Walentynki najlepiej być koktajlbarem
Teoria, która wyłania się z badań – przeprowadzonych przez właściciela Tindera i OKcupid, firmę Match, mówi, że randka millenialsów najczęściej powinna odbywać się w koktajlbarze (te dane pochodzą z wywiadów z użytkownikami, a nie z faktycznych danych aplikacji). Koktajle są względnie tanie (bo, w przeciwieństwie do piwa i wina, nie wołają tak głośno o jedzenie), wprawiają w dobry humor i rozwiązują język, dzięki stosunkowo wysokiej zawartości alkoholu. Jak ustalili naukowcy, pozwalają też lepiej pokazać charakter zamawiającego oraz skutecznie przeciągnąć randkę do odpowiedniej długości – między godziną a dwiema wydarza się to, co jest najistotniejsze, czyli można ocenić człowieka; po pozorach, ale jednak.

bar-1748145_1280

Na randkę najlepszy jest Starbucks
Te dane nie pochodzą od Tindera, ale od jego konkurenta: Clovera. Jak każda aplikacja, Clover zbiera tzw. big data – masę informacji o zachowaniach i wyborach swoich użytkowników, które następnie można zestawiać, uzyskując ciekawe wnioski. I tak Clover sprawdził, gdzie jego użytkownicy umawiają się na randki. Wyniki? Sieciówki górą!
Ze znanych w Polsce, na czele zestawienia najczęściej pojawia się Starbucks. Potwierdza to wcześniejsze wnioski: dzisiejsze randki muszą być szybkie i niedrogie, pewnie dlatego że jest ich dużo. Podobnie z resztą czołówki: zarówno w Anglii, jak i w Stanach, globalnie najwięcej randek goszczą sieci z kurczakiem i frytkami albo hamburgerownie, miejsca takie jak Chipotle (na drugim w USA) czy The Cheesecake Factory. W europejskich badaniach do listy dołączyła jeszcze Costa. Wyszło przy okazji, że kobiety chętniej na pierwszą randkę pójdą na kawę, choć mężczyźni raczej zaproszą je na jedzenie. Cóż, z nieudanej randki w kawiarni łatwiej uciec.

A zatem: czy gramy do tej bramki, czy stoimy na obronie? Bo jeśli zarabiać na randkach, to może warto wprowadzić „randkowe” zestawy, na zasadzie podobnej jak lunche: niedrogie, lekkie i szybkie, by randkowicze mogli szybko wrócić do wysyłania obcym na tinderze otwierającego „Co słychać?”

hands-1283917_1920
Więcej dwuosobowych stolików pomaga zachować płynność
Skala pierwszorandkowego trendu (sam Tinder odpowiada za 1,3 mln tych stresujących spotkań) sprawia, że restauratorzy muszą dostosowywać swój biznes do nowych nawyków gości. Cytowany w tym temacie przez Washington Post restaurator Ashok Bajaj przedstawił dziennikarzowi swoje podejście: przy okazji odświeżania wystroju lokalu zrezygnował z większości lóż (które przeważnie mieszczą 4-6 osób) na rzecz dwuosobowych stolików, których udało się wstawić więcej. Być może millenialsi na randkach są skąpi, ale są, i to jest ich dużo.

Coraz większe znaczenie ma w tej sytuacji bar, który pozwala usiąść i w spokoju poczekać na spotkanie. Wiadomo, że jednym z najważniejszych wpływów pokolenia Y na branżę HoReCa jest chęć – pobieżnego, ale jednak – kontaktu z drugim człowiekiem. Takim miejscem może być stół socjalny albo właśnie bar. Być może możliwość poczekania na randkę lub wolny stolik właśnie w towarzystwie barmana przekona gościa, by zamówił coś więcej. Kto wie, może dzięki temu przestanie nawet na chwilę przesuwać palcem w lewo lub w prawo po telefonie, w poszukiwaniu kolejnej randki? Restauratorowi zaś pozwoli zachować przepływ gości w lokalu.

couple-1845620_1280

Płacimy osobno
A skoro już o płynności mowa – ciekawe wyniki, jeśli chodzi o płacenie w knajpkach, dały wspomniane już badania firmy Match. Wyszło w nich, że jeśli kobieta zaproponuje na randce, by rachunek podzielić, zamiast zostawić go do zapłacenia partnerowi – to 70 proc. mężczyzn uważa to za „intrygujące”. Ich podniecenie może być jednak przedwczesne – 86 proc. kobiet robi to tylko dlatego, by być wolnym od zobowiązań. Tak czy inaczej – terminale w restauracjach powinny być gotowe do bezproblemowego dzielenia rachunków za randki.

money-256314_1280

Sekretne wołanie o pomoc
Podobne miejskie legendy wracają od czasu do czasu: podobno w St. Petersburgu na Florydzie, w damskiej toalecie restauracji The Iberian Rooster wisi kartka. A na kartce instrukcja: jeśli czujesz się zagrożona, zamów Angel Shot. W zależności od tego, jak go zamówisz – sauté, z lodem czy z limonką, obsługa baru zamówi dla ciebie taksówkę, odprowadzi cię do samochodu, albo wręcz zadzwoni po policję. Jak zwykle w takich sytuacjach (pamiętacie „zawieszoną kawę”?) prawdziwość historii nie jest potwierdzona, ale nie przeszkodziło jej to roznieść się jak wirus po gastronomii i w niektórych lokalach faktycznie sekretna pozycja menu zaczęła pojawiać się w damskich toaletach.
Za weryfikację legendy wziął się portal Munchies, który ustalił, że podobne koncepty rzeczywiście pojawiają się wśród barowej braci. Jednak pracownicy barów i restauracji przede wszystkim sami powinni stać na straży, by środowisko było bezpieczne dla gości, a barmani i kelnerzy przeważnie wiedzą, co się dzieje i w którym momencie należy interweniować. W końcu to branża gościnności.