Nikt nie dawał im szans na sukces. Zaryzykowali i tchnęli życie w spokojną dzielnicę

kawiarnia nasi klienci Posiaduffka Rembertów Warszawa

Kiedy zdradzili rodzinie i znajomym swój pomysł na knajpkę, większość z nich pukała się w głowę. „Kto w Rembertowie będzie pił kawę i zielone koktajle?” – niedowierzali. Po dwóch latach działania PosiadUFFki Kasia i Piotrek mogą odetchnąć i pogratulować sobie konceptu i bardzo ryzykownej lokalizacji, która jednak okazała się sukcesem. PosiadUFFka to rodzinna kawiarnia z pięknym zadbanym ogrodem, placem zabaw, urządzona w modnym skandynawskim stylu, której nie powstydziłoby się centrum miasta. Właściciele postanowili ją otworzyć jednak na samych obrzeżach, w małym i spokojnym Rembertowie…

kawiarnia_z_ogrodem_posiaduffka_20


Skąd pomysł na kawiarnię, właśnie tu i w takim wydaniu?

Kasia: Pomysł kiełkował w nas już od dłuższego czasu. Oboje z mężem urodziliśmy się w Rembertowie, ja dość szybko więcej czasu spędzałam w innych dzielnicach – dojeżdżając pół miasta do liceum czy na zajęcia dodatkowe. Potem studia na Krakowskim Przedmieściu, praca w Centrum, mieszkanie na Pradze, do Rembertowa wpadałam tylko do rodziców i nie wiązałam z nim przyszłości. Piotrek został na miejscu – tu prowadzi swoją firmę. Nasze drogi skrzyżowały się osiem lat temu, początkowo mieszkaliśmy w moim mieszkaniu na Pradze, które szybko okazało się dla nas za małe. Oboje przyzwyczajeni byliśmy do mieszkania w domu, w spokojnej okolicy, im byliśmy starsi, tym bardziej brakowało nam Rembertowa. Próbowaliśmy zaprzyjaźnić się z innymi dzielnicami – mieszkaliśmy jakiś czas na Gocławiu, a nawet w podwarszawskim Józefowie, coś jednak pchało nas w kierunku Rembertowa.

Piotrek: Kiedy urodziło się nasze pierwsze dziecko Kasia pracowała w dużej korporacji, wynajmowaliśmy fajne mieszkanie z widokiem na Wisłę, ale czegoś nam brakowało. Oboje uwielbialiśmy spędzać czas poza domem – znaliśmy chyba wszystkie ciekawe miejscówki w mieście, a od kiedy pojawił się Antek większą uwag przykładaliśmy do miejsc „dzieciolubnych”. Idealny weekendowy poranek oznaczał dla nas długi spacer z wózkiem, zwieńczony śniadaniem i koniecznie dobrą kawą w jednej z knajpek z placem zabaw albo salką dla dzieci. Najczęściej chodziliśmy tak na Saską Kępę albo Żoliborz, bo tam wybór takich miejsc jest duży. Zaczęło nam doskwierać i trochę denerwować, że w Rembertowie nie ma takiego miejsca – czemu lokalni rodzice nie mieliby spędzać czasu w taki sposób? W czym są gorsi? I tak, od słowa do słowa, Kasia wymyśliła, że skoro nikt do tej pory nie otworzył takiego miejsca, to zrobimy to sami. Tak się składało, że w spadku po rodzicach miałem dom przy głównej ulicy Rembertowa – jego stan był co prawda opłakany i wymagał generalnego remontu, jednak podczas narady rodzinnej postanowiliśmy właśnie tam ulokować kawiarnię. Chyba jeszcze nie wiedzieliśmy co nas czeka… (śmiech).

DSCN3317
PosiadUFFka przed remontem…
kawiarnia_z_ogrodem_posiaduffka_5
i po remoncie

Kasia: Remont domu był wielkim wyzwaniem – mimo wytężonych prac trwał rok. Budynek miał ponad 80 lat, strach było się po nim poruszać, bo podłoga się zapadała – wszystko musieliśmy wymienić, robić od nowa. Żeby zoptymalizować koszty i być na miejscu, w celu doglądania biznesu, na górze urządziliśmy sobie mieszkanie, w którym mieszkamy do dzisiaj. A to był dopiero początek – od pomysłu na kawiarnię do realizacji droga jest przecież daleka. Czekały nas plany technologiczne, zakładanie wentylacji, ważne decyzje dotyczące kierunku tego miejsca, duże zakupy gastronomiczne itp. Wiedzieliśmy jedno – chcemy stworzyć tu miejsce na poziomie, estetyczne, z produktami wysokiej jakości, świetną obsługą, takie które będzie przyjazne dzieciom, ich rodzicom, ale też innym dorosłym – stąd salka zabaw w środku – dzięki niej dzieciaki mają czym się zająć a nie biegają między stolikami oraz plac zabaw na ogrodzie.

Co wiedzieliście zabierając się za otwarcie PosiadUFFki? Jakie doświadczenia gastronomiczne posiadaliście?

Kasia: Szczerze? Nasze doświadczenia ograniczały się do częstych odwiedzin w różnych miejscach (śmiech), ale na gastronomii nie znaliśmy się w ogóle. Ceniliśmy miejsca z pomysłem, potrafiliśmy przejechać pół miasta na dobrą kawę i ciastko, czy dobry, zdrowy obiad. Mieliśmy bardzo precyzyjny plan na to jak wyglądać ma to miejsce, jakie cechy ma spełniać. Kierowaliśmy się własnymi preferencjami, więc nie było mowy o oszczędzaniu na wystroju, ogrodzie czy produktach. Chcieliśmy stworzyć miejsce, w którym sami będziemy chętnie spędzali czas. To samo dotyczy jedzenia – podajemy tylko rzeczy, które sami jemy, z naturalnych składników – wolimy żeby były droższe, ale żeby miały wysoką jakość i były pyszne. Oboje z Piotrkiem jesteśmy kawoszami, postawiliśmy na najlepsze ziarna z polskich palarni, wyłącznie arabikę, którą podajemy świeżą, maksymalnie miesiąc po wypaleniu. To też ma swoją cenę, w porównaniu ze zwykłą kawą ze stacji benzynowej czy z typowej restauracji – sam surowiec kosztuje nas nawet 10-krotnie więcej. Na szczęście nie musimy się z tego tłumaczyć, bo nasi goście cenią nas właśnie za tę jakość.

posiaduffka_storyuse_5

Piotrek: Nie znaliśmy się na gastronomii, dlatego szukaliśmy porad u osób z nią związanych. Uruchomiliśmy różne znajomości, dużo pytaliśmy, spotykaliśmy się z restauratorami, baristami, kelnerami. Zbieraliśmy od nich informacje, rozmawialiśmy też z innymi znajomymi, pytając na co zwracają uwagę wychodząc na miasto. Słuchaliśmy też siebie – wybieraliśmy tylko produkty i rozwiązania, które nam się podobały – postawiliśmy na jakość i wiarygodność.

kawiarnia_z_ogrodem_posiaduffka_8


Korzystaliście z usług technologa? 

Kasia: Niestety tak, ktoś polecił nam gościa, który zrobił jakiś koszmarny projekt (bardziej pasujący do kebaba niż kawiarni) i ulotnił się z pieniędzmi. Później pomagała nam Pani technolog, która nie traktowała nas zbyt poważnie, bo sama nie wierzyła że coś tu się uda otworzyć, więc koniec końców – dzięki poradom naprawdę życzliwych pracowników lokalnego Sanepidu – projekt zrobiłam sama. Brałam pod uwagę sugestie baristów, z którymi rozmawiałam – mówili co się sprawdzi, jakie sprzęty powinny stać obok siebie, jak będzie nam najwygodniej. Po dwóch latach kilka rzeczy bym pewnie zmieniła, ale ogólnie – jeśli miałabym coś poradzić osobom stawiającym pierwsze kroki w gastronomii – to przede wszystkim warto rozmawiać z ludźmi, którzy pracują za barem. To oni, a nie właściciele kawiarni, wiedzą jakie sprzęty i ustawienia sprawdzają się najlepiej.Te konsultacje niejednokrotnie były odpłatne, ale to najlepiej wydane pieniądze na etapie otwierania kawiarni.

Jacyś specjaliści jeszcze Wam pomagali? 

Piotrek: Specjalista zrobił wentylację, w aranżacji wnętrza pomagała też Dorota Ważyńska, architekt, której jesteśmy bardzo wdzięczni, bo dzięki niej udało nam się zachować elementy zabytkowe domu – np. odkryliśmy oryginalne cegły na ścianach i elementy drewniane. Wsparcie mieliśmy także przy aranżacji ogrodu – wystarczy powiedzieć, że jak do niego weszliśmy po raz pierwszy 3 lata temu, to był tak zarośnięty, że nie zauważyliśmy wrośniętego wraku samochodu w ten przedziwny ekosystem. Wszystko trzeba było wykarczować, nawieźć ziemię, zasadzić trawę itp.

kawiarnia_z_ogrodem_warszawa-1

Kasia: Wtedy też Piotrek uparł się, że zrobimy super trawnik i plac zabaw. Bałam się tego, bo to były duże koszty, które teraz procentują. Zrobiliśmy to – trawnik 500m2, plac zabaw niemal 100m2, piękna altana – śmiem twierdzić, że jesteśmy jedynym takim miejscem w Warszawie, gdzie dla gości oddany jest prawdziwy ogród z placem zabaw. Goście relaksują się tu na kocach, leżakach, a jak chcą coś zjeść w wygodniejszych warunkach, to idą do środka, albo pod altanę, do stolików. Poszliśmy trochę po bandzie, bo pomysł z małej kawiarni ewoluował w kawiarnię z wielkim ogrodem, do tego mieszkanie, no dużo tego… Ja w międzyczasie urodziłam drugie dziecko, ale mimo wszystko coraz bardziej czuliśmy potrzebę otwarcia takiego miejsca. Naprawdę szkoda mi było tych wszystkich rodziców, którzy jak ja, musieli dojeżdżać 10 km na kawę, co przy dwójce dzieci okazało się jeszcze większym wyzwaniem. Motywacja była więc duża – rok po rozpoczęciu remontu, po tych wszystkich konsultacjach, zebraniu dokumentacji, po dużych gastronomicznych zakupach – byliśmy gotowi. W kwietniu 2015 roku otworzyliśmy PosiadUFFkę.

I co? Jak udało się Wam przekonać ich do siebie? 

Kasia: Faktycznie ludzie z Rembertowa nie byli przyzwyczajeni do takiego miejsca w bliskiej okolicy. Do tej pory były tu małe restauracje, pizzeria, pub, dobra cukiernia i tyle. Na szczęście to co przekonało nas samych do otwarcia, przekonało też ich. Docenili wystrój, jakość jedzenia i smak, a przede wszystkim to że w końcu mogą gdzieś wyjść z dziećmi.  Dużo rozmawialiśmy z mieszkańcami, zbieraliśmy feedback, ich uwagi od razu staraliśmy się wprowadzać w życie.

smothie_3

Piotrek: A jeśli chodzi o zainteresowanie mieszkańców – postawiliśmy na media społecznościowe, Kasia prowadziła FB kawiarni na kilka miesięcy przed inauguracją, w momencie otwarcia mieliśmy około tysiąca fanów. Do dzisiaj niektórzy mówią, że za mało „rzucamy się w oczy” – ale chcieliśmy być wierni naszej estetyce, zrobiliśmy mały szyld i kaseton (które tak jak logo nawiązują do minimalistycznych wnętrz), nie wieszaliśmy bannerów, nie rozrzucaliśmy ulotek po mieście. Co też w sumie było dostrzeżone, bo Kasia została zaproszona przez Wydział Estetyki Urzędu Miasta do zespołu konsultacyjnego, jako przykład dobrych praktyk w przestrzeni miejskiej. Na podstawie ustaleń tego zespołu powstaje przewodnik szyldowy dla Warszawy, gdzie PosiadUFFka została podana jako wzór, a nasze doświadczenia mają inspirować innych przedsiębiorców.

Kasia: To takie małe rzeczy, ale pokazują że ten w sumie niełatwy i niepopularny kierunek, jaki obraliśmy był słuszny. Naprawdę dużo siły dają nam też rozmowy z gośćmi, to nie jest tak, że wszyscy nas lubią, czasami zdarzają się krytyczne opinie, i one też są potrzebne, bo pokazują co warto zmienić. Większość mieszkańców docenia jednak trud jaki włożyliśmy w stworzenie tego miejsca, podobają im się nasze pomysły i nawet jeśli coś jest nie tak, to albo przymykają na to oko, albo nam o tym mówią, dzięki czemu możemy sprawnie reagować. Są też rzeczy których nie przeskoczymy – np. tego, że nie mamy własnej kuchni. Dlatego nasze jedzenie i ciasta zamawiamy w zaufanych miejscach, które szykują je wg naszych receptur. To podnosi jednak koszty produkcji i powoduje, że nie jesteśmy w stanie wielu rzeczy podać, np. klasycznego obiadu, na który też byłby tu rynek zbytu. Często słyszę od mieszkańców, że trudno im sobie wyobrazić Rembertów bez PosiadUFFki, to naprawdę mega miłe i daje kopa do działania.

frappe_1


Skoro tak, to pewnie – waszym śladem – powstały kolejne lokale w Rembertowie?

Kasia: Zdecydowanie daliśmy impuls do działania innym i pokazaliśmy, że „się da”. W ciągu tych dwóch lat powstało więcej lokali niż przez wcześniejsze dziesięć – restauracja po drugiej stronie torów, kilka małych lokali z lodami (u nas lody się świetnie sprzedają, ale są to Sucre, wg nas najlepsze lody w mieście – także znowu – jakość), a ostatnio kolejna kawiarnia. Dla nas to jest zrozumiałe, po prostu inni musieli się przekonać, że jest na to rynek. Byle tylko każdy szedł swoją drogą, był autentyczny, to dla wszystkich będzie tu miejsce.

lody_2


Co byście poradzili tym, którzy jak wy – nie mają doświadczenia w gastronomii, ale marzą o własnym lokalu?

Kasia: Przede wszystkim przemyślcie to dwa razy (śmiech). To angażujące zajęcie, a nie zawsze super intratne. Przed otwarciem warto wszystko dokładnie policzyć, poszukać źródeł finansowania, a potem… Musicie być prawdziwi, robić wszystko zgodnie ze sobą, ale doceniać preferencje swoich gości, słuchać ich. Dla mnie kluczowe w Rembertowie było to, by stworzyć miejsce które równie dobrze poradziłoby sobie na Żoliborzu czy Woli, nie znoszę gorszego traktowania kogoś ze względu na pochodzenie czy miejsce zamieszkania, to zupełnie bez sensu. Nie polecam też współpracy z technologiem – akurat Ci na których trafiliśmy nie byli godni polecenia, i okazało się że sprawniej zrobić to samemu. Warto poszukać wśród znajomych osób związanych z gastronomią, słuchać ich uwag i inspiracji. Jeśli nie macie kogoś takiego pójdźcie do ulubionej kawiarni i porozmawiajcie z obsługą i managerem – może zgodzą się Was poprowadzić. Są też firmy, które zajmują się profesjonalnym doradztwem w gastronomii, ale podejrzewam że to się może opłacać przy większej skali, dużych restauracjach, sieciówkach. Szukanie dostawców koniecznie trzeba zacząć ze sporym wyprzedzeniem – u nas był z tym duży kłopot, wielu z nich nie chciało do nas dowozić produktów, ze względu na odległość od centrum.

lemoniada-4

Piotrek: Nie warto kopiować pomysłów – szukajcie inspiracji w sobie, bądźcie oryginalni. Wszyscy odradzali nam otwarcie kawiarni, tymczasem mamy naprawdę sporo klientów, właśnie dzięki temu że zrobiliśmy to inaczej niż inni. Przed dwoma laty słyszeliśmy, że powariowaliśmy, i że najlepiej byłoby otworzyć tu sklep monopolowy – bardzo się cieszę, że znaleźliśmy w sobie szaleństwo i odwagę, by tego nie zrobić. Może bylibyśmy bogatsi, ale mapa naszej dzielnicy byłaby uboższa o miejsce spotkań setek mieszkańców tygodniowo, o miejsce nowych przyjaźni i wieczornych randek.

Czyli do odważnych świat należy?

Kasia: O ile jest to odwaga kontrolowana! Gastronomia to trudna dziedzina – wydaje się taka fajna, lifestylowa, ale wymaga skrupulatnego liczenia, bycia na miejscu, kontrolowania jakości i wprowadzania nowych produktów.