Załóżmy, że zakładamy. Proces kreowania lokalu gastronomicznego

branding restauracja własny biznes

O powodzeniu w biznesie restauracyjnym decyduje lokalizacja? Być może, ale mimo tego, jest wiele rzeczy, o których trzeba pamiętać, zanim jeszcze wejdziemy z pracami w nasze własne, restauracyjne cztery ściany. Jak przygotować koncepcję lokalu radzi Jan Marcinowski z poznańskiej firmy Meggot, zajmującej się m.in. brandingiem w gastronomii.

yummypix2
Jan Marcinowski, Meggot


Po pierwsze: wizja

Pierwsze jest zawsze marzenie o gastronomii. Kiedy wymyślamy restaurację, musimy wiedzieć, jaki klimat ma w niej obowiązywać, kto będzie jeść to, co mu ugotujemy. Jeżeli jedzenie, które będziemy podawać, ma być bardzo charakterystyczne, trzeba je dokładnie przemyśleć, ale często może być też tak, że to klient i lokalizacja określać będą menu. Warto poszukać inspiracji w mieście, we wspomnieniach z podróży, w filmach, internecie – chodzi nie tylko o wyobraźnię, lecz także o gruntowny research. Trzeba też wziąć pod uwagę klienta – co go interesuje i co sprawi, że nas zauważy. Na przykład: jeśli to klient biznesowy w zagłębiu biurowym, to w naszej ofercie powinny znaleźć się lunche i catering na spotkania robocze. Młodzież w rejonach imprezowych oczekuje czegoś innego – nowinek, ciekawego wyróżnika, ciekawostek.

Jeżeli otwieramy włoską restaurację, to trzeba sobie zadać pytanie, czy idziemy we włoski klimat i jesteśmy jedną z wielu, czy chcemy dodać bajeru, albo idziemy w cokolwiek innego, co przyciąga wzrok. Odróżniaj się albo giń.

Po drugie: moodboard

Kolejnym etapem jest dorobienie do naszego pomysłu strony wizualnej. Tu najlepiej sprawdza się tzw. moodboard, czyli plansza składająca się ze zdjęć z inspiracjami, w wersji drukowanej lub elektronicznej. To narzędzie, które służy do tego, żeby sobie odpowiedzieć na pytania, takie jak: kim chcemy być dla klienta, w jaki sposób ma myśleć i opowiadać o naszej restauracji, jak ma się w niej czuć – elitarnie, elegancko, na luzie – to wszystko rzeczy, które pomagają w wymyślaniu konceptu.

Jeżeli szukamy inwestora, to moodboard jest czymś, co warto mu pokazać na samym początku, ponieważ pozwoli mu znacznie lepiej zrozumieć nasz pomysł na lokal. To często klucz do sukcesu w negocjacjach z inwestorami. Na nazwę, branding i obmyślenie innych szczegółów restauracji przyjdzie jeszcze pora.

yummypix1
Przykładowy moodboard

Po drugie i pół: marketing dla gorliwych

Możemy teraz przygotować jeszcze dokładniejsze analizy marketingowe, takie jak bullseye, czyli wykresy, które precyzyjnie odpowiadają na pytania dotyczące naszych potencjalnych klientów, ich nawyków zakupowych i potrzeb. Przydatnym narzędziem jest pryzmat tożsamości marki Kapferera, który lepiej opowie o relacji między nami a naszymi gośćmi. To jednak narzędzia dla zaawansowanych, na które restauratorzy decydują się rzadko – warto jednak wiedzieć, że takie narzędzia są dostępne. Najprostsza analiza, którą może sobie zrobić każdy, to analiza przez zaprzeczenie. Na przykład: „chcemy być dla studentów, ale nie tani”, „chcemy mieć świetną obsługę klienta, ale nie być zbyt elegancką restauracją”. Takie stawianie sprawy potrafi odpowiedzieć na dużo pytań.

Po trzecie: nazwa

Nie ma tu żadnych wytycznych, nazwa musi wypływać głęboko z tożsamości restauratora, bo z nazwą zostaniemy już na zawsze. Większość restauratorów wymyśla nazwę lokalu na początku i od razu chce, żeby dopowiadała ona coś na temat naszego biznesu. A przecież wcale nie musi – w trakcie przygotowań do otwarcia będzie jeszcze wiele elementów, jakimi możemy ten biznes dookreślić, np. logo, design reklam, materiałów. Dlatego nie trzeba wymyślać nazwy, która będzie bezpośrednio skorelowana z tym, co sprzedajemy. Sushi bary wcale nie muszą mieć nazwy brzmiącej japońsko.

Po czwarte: branding

Po nazwie przyszedł czas na branding, czyli rozwinięcie jej do postaci graficznej. Branding to oczywiście więcej niż samo logo – ma on nieść informacje na temat naszego lokalu. Jeśli jego nazwa jest dość ogólnikowa, nie mówi, czego można się wewnątrz spodziewać, możemy umieścić taką informację w sygnecie logo, sloganie, albo w wystroju naszego lokalu.

Na etapie brandingu warto pomyśleć nad claimem, czyli hasłem dla restauracji – tym, którym będziemy się mogli później posługiwać jako jej sloganem reklamowym. Na przykład „szybka pizza dla zdrowych ludzi” – pomoże nam nie tylko reklamować naszą knajpkę, ale także samemu, od czasu do czasu, przypominać sobie, o co w niej chodzi.

Po piąte: key visual

Ostatnim krokiem, zanim ruszymy z pracami, jest coś, co nazywamy key visualem. To wciąż bardzo niedoceniane w naszym kraju, ale ważne narzędzie, graficzna informacja, jak sobie wyobrażamy naszą restaurację. Zastanów się jak wyglądałby billboard reklamujący Twoje miejsce. Co by się na nim znalazło? Jaka osoba, tło, rekwizyty, hasła, a może jedno z naszych dań? Nasze logo, nazwa, jakiś wizualny element, który nas dookreśla?

yummypix4

Key visual powinien być niczym wzięcie za rękę każdego z wykonawców, którym będziemy w przyszłości zlecać dla nas jakieś prace – projekt wnętrza, galanterii stołowej, zaproszeń na specjalne wydarzenia. To przewodnik po elementach graficznych określających nasz lokal, powtarzany w większości materiałów reklamowych.

Po szóste: ruszamy z pracami

Dopiero stworzenie key visuala powinno być momentem, który kończy prace kreatywno-koncepcyjne i zaczyna realizację materiałów. Jego rozwinięciem jest wystrój, który zlecamy projektantowi wnętrz, a później menu, wizytówki czy plakaty. Wszystkie te kroki możemy więc spokojnie postawić, zanim jeszcze odbierzemy klucze do naszego wymarzonego lokalu.